Obudziłem się około godziny 5:45. Ledwo przytomny poszedłem do kuchni aby napić się kawy z ekspresu.
Zjadłem śniadanie, wyszedłem z psem na spacer, wróciłem, założyłem luźne ciuchy i poszedłem do studia wizażu gdzie pracuję od 6 miesięcy jako początkujący stylista.
W pracy jak zawsze wielkie zamieszanie, choć dziś było szczególnie wielkie. Nie miałem pojęcia dlaczego?!
Dopiero moja przyjaciółka (pracuje ze mną przy jednym stanowisku) Weronika powiedziała mi co się dzieje, a mianowicie: dzisiaj przyjeżdża Kris Mengel z Angielskiego miesięcznika : "Vogue".
Po tej wiadomości czułem jakbym miał nogi z waty!
J: Ale w jakim celu on ma tu przyjechać ?- zapytałem
W: chodzi o to że potrzebują 1 osoby która będzie przygotowywała gwiazdy do gali Brits Awards 2013.
Zbierają osoby z całego świata.
J: I chcieli przyjechać także do nas ? Do malutkiego zakładu wizażu na jakiejś pipidówie ?
W: Najwidoczniej tak :) Chciałabym żebyś to był ty :)- powiedziała łapiąc mnie za rękę.
J: Dziękuję, ale wątpię żebym miał jakieś możliwości na wygraną przeciw Damianowi (kolega z pracy, nominowany do wizażysty roku magazynu "Polski wizaż") on jest przecież tak doświadczony i na 100 % procent nie będę miał z nim szans.
W: Dasz radę, wierzę w ciebie.
Po tych słowach pan Kris wszedł do studia. Oniemiałem z wrażenia, same ubrania od Calvina Klein.
Kris: Dzień dobry wszystkim.
W tym samym momencie z gabinetu wyszedł Kornelek (szef, mój wieloletni przyjaciel) aby się z nim przywitać.
Kornel: Więc, ludzie słuchajcie Kris przyjechał tu aby wybrać jedo z was aby pojechać z nim na brits!
Nie spieprzcie tego i dajcie mi powód do dumy.
Po tych słowach mieliśmy wybrać jedno z każdego stoiska które będzie kreowało druga osobę. Weronika siadła na krześle po czym powiedziała stanowczym głosem: Pokaż co potrafisz, uda Ci się , wierzę w to z całego serca.
Zabrałem się do roboty, po 20 minutach Weronka wyglądała jak 8 cud świata- tak powiedział Kris.
Kris: widzę chłopcze że masz talent. Ile masz lat ?
J: Dziękuję proszę pana. 18.
Kris: O to akurat nie muszę pytać się rodziców o zgodę.
J: Ale jaką zgodę? - zapytałem z niedowierzaniem.
Kris: Na to abyś leciał ze mną do UK.
Nie mogłem w to uwierzyć, pierwszy raz w życiu coś mi się udało. Jeszcze z 1 minutę tak stałem przed nim patrząc przecinającym wzrokiem i ze łzami w oczach.
Za to Weronka zaczęła się śmiać w niebo głosy. Dzięki niej otrząsnąłem się i zapytałem.
J: Z czego ty tak tą jape cieszysz kochana ?
W: Bo chyba powinnam zostać wróżbitą skoro przepowiedziałam ci to co się stanie :d
J: Jasne, teraz będę cię ciągle pytał o swoja przyszłość - w tym momencie przytuliłem się do niej i dałem jej całusa w policzek.
W: Oczywiście, tylko wiesz ja dużo będę brała za wróżby:D
J: Ale ja będę twoim jedynym darmowym klientem.
W: No, niech Ci będzie.
Kris: Dobra koniec tej gatki bonie rozumiem co mówicie bo po polsku umiem tylko przeklinać tak jak większość obcokrajowców :D
Zaczęliśmy się wszyscy śmiać , choć Damianowi nie było do śmiechu z wiadomością że jakiś nowy pracownik od razu wyjeżdża na brits. Zazdrość przepływała z niego jak nie wiem co, w końcu nie wytrzymał i wrzasnął do nas : Zamknijcie się ja tu pracuję !!
Wszyscy osłupieli.
Chwilę później Kornelek kazał mi się wynosić z lokalu i pakować manatki, bo muszę być przygotowany aby reprezentować moje możliwości, których mnie nauczył przez te ostatnie miesiące.
Po godzinie byłem w domu. Bazyl( mój ukochany psiak- labrador) przywitał mnie bardzo serdecznie.
Chwilę razem wygłupialiśmy się , aż do momentu gdy ktoś zapukał do drzwi. Przez judasza zobaczyłem że to był Kris z jakimś plecakiem. Otworzyłem drzwi,wszedł do środka,a ja poszedłem do kuchni zaparzyć kawę.
J: Jaką kawkę pijesz ?
K: Rozpuszczalną z mlekiem poproszę.
J: Słodzisz ?
K: Tak, łyżeczkę.
J: Okej.
Po kilku minutach kawa była gotowa a w mieszkaniu czuć było urokliwy zapach kawy.
K: Więc, wylatujemy jutro o godzinie 3 nad ranem. Z lotniska "modlin".
J: Ile będziemy lecieć ? Pytam, bo nigdy nie byłem w Wielkiej Brytanii.
K: około 3-4 godzin. Po wylądowaniu limuzyna zawozi nas do hotelu " Mercure".
J: Li-liii... limuzyna ?!!
K: Tak, niech zgadnę nigdy nią nie jechałeś ?
J: Noo... tak.
K: No widzisz jakie masz szczęście. A własnie poczekaj.:D
Kris podniósł swój plecaczek z croppa i wyją z niego, bilet, wejściówkę, i jakąś listę.
J: Co to za lista?
K: Gwiazd które będziesz stroił.Przeczytaj ją, ale dopiero jutro w samolocie ok?
J: Dobrze.
K: Która godzina? O Jezu juz późnio muszę spadać się pakować, ty też już lepiej zacznij.
J: Jasna sprawa.
Pięć minut później wyszedł z mieszkania, a ja pobiegłem się wykąpać i spakować.Po godzinie byłem już gotowy.
O kurde! - krzyknąłem.
Co ja zrobię z Bazylem?!
Szybko wziąłem telefon i zadzwoniłem do Weronki. Ta po wyjaśnieniu problemu powiedziała że nie wiem kiedy wrócę więc muszę go wziąć ze sobą, bo te psy potrafią nawet umrzeć z tęsknoty.No nic najwidoczniej spełnię swoje marzenia z moim rocznym kompanem :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz