sobota, 2 marca 2013

Rozdział 3

Siadając do stołu byłem strasznie przestrzanony. Nie mogłem zebrać myśli do kupy. Bałem się że Kris będzie miał jakieś zażalenia do mojej wypowiedzi przed kamerami.Jednak miał dla mnie inne informacje:
K: Ludzie z 1D chcą się z tobą spotkać, ponieważ mają dla ciebie jakąś ofertę. Podobno nie do odrzucenia ;)
J: Naprawdę? Nie wierzę ci ! To jest nie możliwe.
K: A jednak. Chcą się z tobą spotkać nawet dziś.
J: Dziś... to odpada, bo po pierwsze nie wiem gdzie mieszkają a po drugie nie chciałbym im przeszkadzać o godzinie 23.
K: Ależ to nie jest problem. Oni mieszkają dwa pokoje obok. A godzina też im nie przeszkadza. Więc jedz szybko te pyszne danie które przygotowała Clara i rusz dupę w troki i walcz o swoją przyszłość i marzenia. - po tych słowach poczułem się jak pan świata.
 Szybko zjadłem kolacje i pobiegłem do sypialni aby się przebrać, w tym całym stresie nie wiedziałem w co się ubrać. Nagle do pokoju wpadła Angy i poszperała w mojej walizce.
A: To będzie dobre.... O i to też.
J: Dzięki Skarbie. Wiesz co dobre.
A: Wiem. Dobra już późno zbieraj się.
 Pięć minut później byłem już na korytarzu, próbowałem zebrać myśli ale nie wychodziło. Jedno pytanie chodziło mi po głowie: Co ja im powiem i co ode mnie chcą? Ciągle o tym myślałem, do czasu gdy usłyszałem kobiece wrzaski na wprost siebie. Podnosząc wzrok w tamtym kierunku ujrzałem grupkę dziewczyn biegnących w moją stronę, nie wiedziałem co zrobić serce biło mi tak szybko.
Nagle wpadłem na pomysł aby schować się w windzie na końcu korytarza i tak zaczął się pościg. Nigdy nie pomyślałbym, że potrafię tak szybko biegać. Zbliżając się już do drzwi but mi się rozwiązał a ja wpadłem w poślizg po śliskich panelach, które były na korytarzu. Próbując wyhamować przed samą windą zaryłem głową w metalowe wrota. Na szczęście nic mi się nie stało więc szybko wszedłem do kabiny i zamknąłem drzwi. Lecz zamiast winda jechać w górę jak chciałem zsuwała się w dół aż do parteru.
Nagle drzwi się otworzyły a do windy weszło 5 dresiarzy. Na wejściu wiedziałem że coś z nimi jest nie tak, kaptury na głowach choć było strasznie ciepło, okulary słoneczne w budynku. Coś tu nie gra. Pogrążając się w rozmyśleniach myślałem o tym, że jak wrócę do pokoju będzie na mnie czekała moja pierwsza i może ostatnia miłość. Wyobrażając sobie jej piękne bladoróżowe usta zauważyłem że jeden z nich wyjmuje telefon. Dziwnym trafem po kilku sekundach telefon zaczął mi wibrować i zaczęła rozbrzmiewać piosenka still the one, jako mój dzwonek. Wszyscy spojrzeli się na mnie, a ja nie wiedząc co zrobić wyjąłem go z kieszeni, na ekranie pokazywał się nowy numer.
J: Haloo?
Oni zaczęli się śmiać i zdjęli kaptury. Nie mogłem uwierzyć, na przeciw mnie stoi cała ekipa One Direction. To nie możliwe.
Niall: Allan ?
J: Tak, miło was poznać.
Louis: Hahahaah.... I o to jest nasz stylista.
J: We własnej osobie. Podobno mieliście jakąś sprawę do mnie ?
Z: Tak... Skoro masz nas przygotowywać do Brits to czemu nie możesz zostać naszym stałym stylistą.
J: ja-jaa..! Nie wiem co powiedzieć.To poważna oferta, takiej decyzji nie mogę podjąć tak od tak. A po drugie nawet nie widzieliście mnie w akcji więc skąd możecie wiedzieć jakim jestem stylistą.
H: My nie, ale Kris pokazał nam fotki jakie zrobił twojej koleżance którą kreowałeś w Polsce.
J: On robił zdjęcia ? Nawet nie zauważyłem.
Li: Tak robił, więc skoro jego zdaniem nadajesz się na brits mając półroczne doświadczenie to oznacza twój wielki talent.- po tych słowach na moim pyszczku pojawił się wielki uśmiech.
Naszą pogawędkę przerwał kolejny telefon tym razem od Krisa.
K: I jak tam poszło?
J: No właśnie gadamy w windzie.
K: O to dobrze, zjeżdżaj do parteru bo idziemy na dyskotekę.
J: Wiesz, chciałem dzisiejszy dzień spędzić w pokoju wraz z Angy.
K: Aha.... Tylko że to był jej pomysł.
J: Na serio? dobra to niech jej  będzie. Idziemy na dyske.
K: A chłopcy idą/
J: Nie wiem pewnie są zmęczeni- odpowiedziałem patrząc na nich.
Lo: Chyba ty. Ja chętnie pójdę się zabawić.

środa, 27 lutego 2013

Rozdział 2

Z tych całych emocji nie mogłem usnąć więc czekałem te kilka  godzin do wyjazdu na lotnisko oglądając eskatv. Akurat leciał program prowadzony przez Jankesa, który opowiadał o gali brits. Podobno mieli tam się zjawić moi idole- one direction. Jaram się nimi od początku jak występowali w X Factorze. Teraz może będę miał możliwość ich zobaczyć. Po chwili przypomniałem sobie o tej liście. Nie wytrzymałem i olałem prośbę Krisa abym jej nie otwierał. To było silniejsze ode mnie. W trakcie przeglądania jej zauważyłem że na końcu listy znajdowało się 5 nazwisk po których osłupiałem. Na kartce widniała cała kapela One direction. Poczułem się jak w jakimś tanim amerykańskim filmie. Z niedowierzania przeczytałem ją jeszcze raz i jeszcze raz. Jak wół na końcu widniały nazwiska : Tomlinson, Malik, Horan, Payne i Styles.
J: To jest chyba sen - krzyknąłem w stronę Bazyla.
 Z zachwyceniem wyszedłem z mieszkania z psem i trzema walizkami. Po kilku minutach przyjechał Kris z grupką osób.
K: Allan ! Wsiadaj ! Nie mamy czasu !- Powiedział wysiadając z auta aby schować moje walizki i klatkę dla Bazyla, a ja wsiadłem do samochodu z lekkim cykorem, bo nikogo nie znałem.
K: Dobra wszystko już jest zapakowane. Możemy ruszać?
Wszyscy: Tak.
K: A właśnie w trakcie jazdy zapoznajcie się.
Jak powiedział tak zrobiliśmy.Każda osoba, która jechała na brits była z innego kraju, innego kontynentu i miała całkiem inne pomysły na kreacje oraz wizaż. Najbardziej do gustu wpadła mi piękna blond włosa angielka o imieniu Angy.
 Po 15 minutach byliśmy już na lotnisku.
A: Jakie to wielkie, boję się.!
J: Nie martw się, dopóki tu jesteś ze mną nic ci się niestanie. - I złapałem ją mocno za rękę.
A: Dziękuję- powiedziała i pocałowała mnie w policzek.
Ten dzień zapowiadał się na naprawdę udany. Nie dość że lecę do Londynu , poznałem kobietę moich snów, wprost idealną to jeszcze będę miał zaszczyt gościć przy swoim stanowisku Całą ekipę One Direction.
K: Allan! Choć już wchodzimy do samolotu.- powiedział przerywając mi w rozmyślaniu.
J: Już pędzę.
A: Dawaj bo się spóźnimy.
J: No, przecież idę.
 Gdy weszliśmy do samolotu ogarną mnie strach, ponieważ nigdy w życiu nie leciałem jeszcze czymś takim.Uspokoiłem się jak dostałem newsa że mam miejsce obok Angy.
Wystartowaliśmy. W moim brzuchu toczyła się jakaś wojna, bo momentalnie zrobiło mi się nie dobrze. Blondi jednak mnie zapewniła że to tak zawsze jest przy starcie więc się uspokoiłem i odprężyłem. Symulując strach złapałem ją za jej malutką, lecz ciepłą dłoń.
A: Nie bój się, dopóki jesteś przy mnie nic ci nie grozi.
J: Nie podłapuj moich tekstów.
A: Też cię kocham. - powiedziała dając mi niespodziewanego całusa w usta.
J: Ja-jjaa-ja... ja też cię kocham :D
 4 godziny później byliśmy już na pasie do lądowania w Londynie.
K: Teraz możecie spojrzeć na swoje listy.
Wszyscy je otworzyli. Nie wiedziałem co mam zrobić więc też otworzyłem swoją i udawałem zdziwienie.
A: Kogo masz?
J: A nikogo ważnego... tylko cały zespół 1D.
A: Co? To jest nic ? Człowieku ja ich kocham od początku ich powstania, wy Polacy to zawsze mają farta.
J: haahahah... może i tak.
A: Jakby nie patrzeć to ja też mam szczęście.
J: A co... kogo masz ?
A: Ciebie głuptasie.
 Teraz już wszyscy wiedzieli o chemii jaka była między mną a Angy.
 Lądowanie było całkiem przyjemne, czułem się jak ptak który już musi lądować aby spełnić swoje marzenia. Przed lotniskiem stała wielka czarna limuzyna która zawiozła nas do apartamentów w których mieliśmy mieszkać. Dzięki kilku nowym znajomościom i lekkiej wymianie miałem pokój z Angy, Clarą i Emirem.
E: No nareszcie już w pokoju. Mamy chwilę aby odsapnąć.
A: Nie wiem jak wy ale ja aż tak nie jestem zmęczona.
J: Ja też, mam pomysł... może by tak wycieczka po okolicy?
C: Z chęcią zobaczę kawałek Londynu.
J: Kochanie może byś nas oprowadziła o swojej stolicy?
A: Jasne, tylko muszę się przebrać.
J: To może i ja bym ubrał się w dres.
Po piętnastu minutach byliśmy już wszyscy gotowi. Na początku zwiedziliśmy centrum handlowe aby kupić sobie nowe ciuchy,potem Angy zaprowadziła nas na London eya. Niestety dochodziła godzina już 20 więc musieli iść na spotkanie ekipy i omówić jutrzejsze przedsięwzięcie. Gdy weszliśmy już do hotelu ku naszym oczom ukazał się Kris z masą reporterów. Nie chcąc mu przeszkadzać próbowaliśmy ich ominąć ale się nie udało, ponieważ Kris nas zobaczył.
K: O proszę, tutaj są moje pociechy, chodźcie.
Podeszliśmy do niego. Ze strachu przed kamerami schowałem się za wszystkimi, abym był najmniej widoczny. Lecz Kris złapał mnie za bark i powiedział:
K: A o to mój nowy młody nabytek hahaha... pochodzący z polski Allan Williams . Ten chłopak moi drodzy państwo potrafi działać cuda.
J : Nie przesadzaj, aż tak dobry nie jestem, ale dziękuję za miłe słowa.
K: Allan, tylko że ja nie przesadzam, a właśnie powiedz państwu kogo przyszło ci stylizować.!- uśmiechnąwszy się klepną mnie po plecach.
J: Mam zaszczyt przygotowywać całą ekipę z 1D. Z tego całego stresu nie wiem czy dam radę.
Reporter: Na pewno wiele wielu chciało by być na twoim miejscu Allanie. Nie mam racji?
J: Oczywiście, że pan ma rację, dlatego chciałbym żeby nie było w ich strojach jakie zaplanowałem już w samolocie w Warszawie żadnych niedociągnięć. Strasznie mi na tym zależy, to jest moja wielka szansa.
Reporterka: Jesteś nowy w tej branży, więc pierwsze wrażenie jest najważniejsze... nie chciałbyś zdradzić nam w czym wystąpią chłopcy z One Direction ?
J: Przykro mi ale nie, gdyż to ma być niespodzianka.
K: Może starczy już tylu pytań, Allan i jego także uzdolnieni przyjaciele są pewnie zmęczeni. Jutro czeka ich ciężka praca więc niech nie frustrują się teraz przed kamerami.
Po tych słowach poszliśmy do swojego pokoju. Ten mały wywiad wywarł na mnie wielkie wrażenie. Nigdy nie przypuszczałem , że będę miał odwagę w taki sposób wypowiadać się przed kamerami.
Gdy dochodziliśmy do pokoju Angy kazała mi poczekać. Złapała mnie za rękę i zaprowadziła w ustronne miejsce gdzie byliśmy tylko we dwoje.
A: Więc... Polaczku nie chciałbyś może powymieniać się doświadczeniami z.... - przerwałem jej całując ją z taką namiętnością jakby to był nasz pierwszy a z razem ostatni pocałunek.
A: Wow... Nie znałam cię od tej strony.
J: No to moja brytyjko znasz mnie bardzo słabo.
I wten o to sposób zakochałem się pierwszy raz w życiu. Nasza namiętność dopóki ktoś nie trzasną drzwiami na korytarzu. Wystraszyłem się jak nie wiem. Angy zaczeła się śmiać, po chwili dołączyłem do niej i razem ciesząc się wróciliśmy do apartamentu. Gdzie czekali na nas Clara , Emir i niewiadomo skąd Kris.
K: No nareszcie... Ile można czekać. Siadajcie bo mam ci coś Allan.

sobota, 23 lutego 2013

Other Remixes (playlista)

rozdział 1

Obudziłem się około godziny 5:45. Ledwo przytomny poszedłem do kuchni aby napić się kawy z ekspresu.
Zjadłem śniadanie, wyszedłem z psem na spacer, wróciłem, założyłem luźne ciuchy i poszedłem do studia wizażu gdzie pracuję od 6 miesięcy jako początkujący stylista.
W pracy jak zawsze wielkie zamieszanie, choć dziś było szczególnie wielkie. Nie miałem pojęcia dlaczego?!
Dopiero moja przyjaciółka (pracuje ze mną przy jednym stanowisku) Weronika powiedziała mi co się dzieje, a mianowicie: dzisiaj przyjeżdża Kris Mengel z Angielskiego miesięcznika : "Vogue".
 Po tej wiadomości czułem jakbym miał nogi z waty! 
J: Ale w jakim celu on ma tu przyjechać ?- zapytałem
W: chodzi o to że potrzebują 1 osoby która będzie przygotowywała gwiazdy do gali Brits Awards 2013.
Zbierają osoby z całego świata.
J: I chcieli przyjechać także do nas ? Do malutkiego zakładu wizażu na jakiejś pipidówie ?
W: Najwidoczniej tak :) Chciałabym żebyś to był ty :)- powiedziała łapiąc mnie za rękę.
J: Dziękuję, ale wątpię żebym miał jakieś możliwości na wygraną przeciw Damianowi (kolega z pracy, nominowany do wizażysty roku magazynu "Polski wizaż") on jest przecież tak doświadczony i na 100 % procent nie będę miał z nim szans.
W: Dasz radę, wierzę w ciebie.
Po tych słowach pan Kris wszedł do studia. Oniemiałem z wrażenia, same ubrania od Calvina Klein. 
Kris: Dzień dobry wszystkim.
W tym samym momencie z gabinetu wyszedł Kornelek (szef, mój wieloletni przyjaciel) aby się z nim przywitać.
Kornel: Więc, ludzie słuchajcie Kris przyjechał tu aby wybrać jedo z was aby pojechać z nim na brits! 
Nie spieprzcie tego i dajcie mi powód do dumy.
Po tych słowach mieliśmy wybrać jedno z każdego stoiska które będzie kreowało druga osobę. Weronika siadła na krześle po czym powiedziała stanowczym głosem: Pokaż co potrafisz, uda Ci się , wierzę w to z całego serca.
Zabrałem się do roboty, po 20 minutach Weronka wyglądała jak 8 cud świata- tak powiedział Kris.
Kris: widzę chłopcze że masz talent. Ile masz lat ?
J: Dziękuję proszę pana. 18.
Kris: O to akurat nie muszę pytać się rodziców o zgodę.
J: Ale jaką zgodę? - zapytałem z niedowierzaniem.
Kris: Na to abyś leciał ze mną do UK.
Nie mogłem w to uwierzyć, pierwszy raz w życiu coś mi się udało. Jeszcze z 1 minutę tak stałem przed nim patrząc przecinającym wzrokiem i ze łzami w oczach.
Za to Weronka zaczęła się śmiać w niebo głosy. Dzięki niej otrząsnąłem się i zapytałem.
J: Z czego ty tak tą jape cieszysz kochana ?
W: Bo chyba powinnam zostać wróżbitą skoro przepowiedziałam ci to co się stanie :d
J: Jasne, teraz będę cię ciągle pytał o swoja przyszłość - w tym momencie przytuliłem się do niej i dałem jej całusa w policzek.
W: Oczywiście, tylko wiesz ja dużo będę brała za wróżby:D
J: Ale ja będę twoim jedynym darmowym klientem.
W: No, niech Ci będzie.
Kris: Dobra koniec tej gatki bonie rozumiem co mówicie bo po polsku umiem tylko przeklinać tak jak większość obcokrajowców :D
Zaczęliśmy się wszyscy śmiać , choć Damianowi nie było do śmiechu z wiadomością że jakiś nowy pracownik od razu wyjeżdża na brits. Zazdrość przepływała z niego jak nie wiem co, w końcu nie wytrzymał i wrzasnął do nas : Zamknijcie się ja tu pracuję !!
Wszyscy osłupieli. 
Chwilę później Kornelek kazał mi się wynosić z lokalu i pakować manatki, bo muszę być przygotowany aby reprezentować moje możliwości, których mnie nauczył przez te ostatnie miesiące.
 Po godzinie byłem w domu. Bazyl( mój ukochany psiak- labrador) przywitał mnie bardzo serdecznie.
Chwilę razem wygłupialiśmy się , aż do momentu gdy ktoś zapukał do drzwi. Przez judasza zobaczyłem że to był Kris z jakimś plecakiem. Otworzyłem drzwi,wszedł do środka,a ja poszedłem do kuchni zaparzyć kawę.
J: Jaką kawkę pijesz ?
K: Rozpuszczalną z mlekiem poproszę.
J: Słodzisz ?
K: Tak, łyżeczkę.
J: Okej.
Po kilku minutach kawa była gotowa a w mieszkaniu czuć było urokliwy zapach kawy.
K: Więc, wylatujemy jutro o godzinie 3 nad ranem. Z lotniska "modlin". 
J: Ile będziemy lecieć ? Pytam, bo nigdy nie byłem w Wielkiej Brytanii.
K: około 3-4 godzin. Po wylądowaniu limuzyna zawozi nas do hotelu " Mercure".
J: Li-liii... limuzyna ?!!
K: Tak, niech zgadnę nigdy nią nie jechałeś ?
J: Noo... tak.
K: No widzisz jakie masz szczęście. A własnie poczekaj.:D
Kris podniósł swój plecaczek z croppa i wyją z niego, bilet, wejściówkę, i jakąś listę.
J: Co to za lista?
K: Gwiazd które będziesz stroił.Przeczytaj ją, ale dopiero jutro w samolocie ok?
J: Dobrze.
K: Która godzina? O Jezu juz późnio muszę spadać się pakować, ty też już lepiej zacznij.
J: Jasna sprawa.
Pięć minut później wyszedł z mieszkania, a ja pobiegłem się wykąpać i spakować.Po godzinie byłem już gotowy. 
O kurde! - krzyknąłem.
Co ja zrobię z Bazylem?!
Szybko wziąłem telefon i zadzwoniłem do Weronki. Ta po wyjaśnieniu problemu powiedziała że nie wiem kiedy wrócę więc muszę go wziąć ze sobą, bo te psy potrafią nawet umrzeć z tęsknoty.No nic najwidoczniej    spełnię swoje marzenia z moim rocznym kompanem :D


So kissable :*: Początek :)

So kissable :*: Początek :): Siemka, W tym blogu będę opowiadał własną wymyśloną historię o moim ulubionym zespole - 1D :) Zapraszam do czytania a za jakieś błędy l...